Dlaczego właściwie w każdej chorobie skupiamy swoją uwagę na tym, że ona jest, że boli? Na pewno nie raz miałaś taką sytuacje, że zraniłaś się gdzieś i nie czułaś bólu do momentu zauważenia miejsca i dostrzeżenia krwi, rany. Tak działa mózg, dopóki nie widzi, Ty tego nie czujesz. On nie jest świadomy, że tam jest krew, że może powstać infekcja a nawet coś gorszego. Nie ma strachu. Pewnie gdyby człowiek żył w takiej nieświadomości i rana sama by się zagoiła, bez udziału umysłu, problemu jakby w ogóle nie było. Nie ma go, mózg go nie widzi a zatem my nie odczuwamy bólu.


A jakby to przełożyć na choroby? Co to w ogóle jest choroba dla Ciebie, odpowiedz sobie na to pytanie bez użycia wujka Google i innych narzędzi Internetu. Tak po prostu, po ludzku, co to dla Ciebie znaczy.


Dla mnie jeszcze do niedawna choroba była anomalią, niepożądanym efektem zaniedbań z mojej bądź czyjejś strony, nieszczęściem. Nie chciałam i bałam się chorować. Tak było, dopóki nie poszerzyłam swoich horyzontów i dostrzegłam inne kultury – zapoznałam się po krótce z medycyną chińską, miałam kilka zabiegów w gabinecie akupunktury. Spróbowałam czegoś nowego, bo czytałam, że działa.


W moim przypadku szukałam cudownego „leku” na uleczenie niepłodności. Chciałam, żeby ktoś mnie
„naprawił”, bo człowiek mi się popsuł.


Ciekawość i otwartość na inną kulturę dała mi drogowskaz, że tak naprawdę choroba to nic innego jak część życia człowieka. Tak czasem jest, i tyle. Nie bez powodu zresztą, bo przecież wszystko jest po coś i głęboko wierzę, że przypadki nie istnieją.


Wracając teraz do tytułu. Pisząc o bezpłodności i niepłodności, spójrzcie na to z tej strony – każda choroba jest po coś. Jednak żeby to zobaczyć, nie można skupiać się na problemie. W moim odczuciu nie można szukać rozwiązania tam gdzie powstał problem. Jeśli mam racje i to co piszę ma sens, to skupianie się na leczeniu niepłodności nie uzdrowi w nas płodności. Jeśli tak faktycznie jest, to mamy drogowskaz, który mówi nam, że nie ważne jest czy starasz się 3 miesiące czy 3 lata. Jeśli wewnętrznie odczuwasz strach, presję społeczeństwa, partnera, rodziny, to ta sytuacja nigdy nie będzie sprzyjać dawaniu nowego życia światu.


Dlatego, proszę Was, nie patrzcie na swoją sytuację przez pryzmat tragedii, niezrozumienia. Ja wiem jak się czujesz, rozumiem Cię. Byłam tam. Z mojego doświadczenia wynika, że ta droga raczej nie prowadzi do szczęśliwego macierzyństwa.

Zamiast tego spójrz z innej strony. Zauważ w tym ciemnym, długim korytarzu małe światełko i zaufaj. Potem weź głęboki oddech, zrób krok w tył, zrelaksuj się i zadaj sobie pytanie „Dlaczego ja właściwie chcę być Mamą?”. Odpowiedzi mogą cię zszokować. Jakiekolwiek by nie były to jest drugi drogowskaz, któremu warto się przyglądnąć.


Moc miłości,
Niezapominajka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *